Lubię święta Wszystkich Zmarłych. I nie tylko dlatego, że mogę sobie dłużej pospać czy coś. Po prostu lubię ten dzień.
Wczoraj byłam u Moniki. Dawno się z nią nie widziałam. Właściwie, to od zakończenia roku szkolnego dwa razy spotkałyśmy się na mieście, ale powiedziałyśmy sobie tylko "Cześć", bo obie się spieszyłyśmy. A no i w wakacje składałyśmy sobie życzenia - ja mam urodziny w lipcu, ona w sierpniu. Ot i tyle. W sumie to trochę smutne, bo kiedyś się przyjaźniłyśmy a teraz prawie ze sobą nie gadamy. Ona poszła do innej szkoły, ja do innej i urwał nam się kontakt.
Wieczór minął nam między innymi na gadaniu, oglądaniu filmów i smażeniu naleśników. Naleśniki były tylko z dżemem i czekoladą, bo Monika jest wegetarianką i nie zgodziła się dorzucić swojego kota.
Opowiadałam jej, co tam słychać u nas w szkole, wspomniałam o Maćku, ale okazało się, że zdążyła go poznać. Mówiłam o tym, co wyczynia Paulo na lekcji, ale z nim też nawiązała znajomość. Powiedziałam nawet o Łukaszu i jego pozie w stylu "połknąłem kij od szczotki" ale o tym też już słyszała. W końcu zapytałam, czy jest ktoś, kogo jeszcze nie zna z mojej klasy i zaczęła się śmiać. W pewnym momencie okazało się, że faktycznie jest taka osoba - tzn. Rafał. Co najlepsze, z Rafałem chodziłyśmy do gimnazjum i podstawówki, tyle że do innych klas.
Jutro 1 listopada, a potem 2 i to już dzień gdy idziemy do szkoły. Ominie nas lekcja łaciny, ale to dobrze, bo na ostatniej to myślałam, że umrę. Serio. Wyobraźcie sobie, jak to jest gdy facet bierze was do odpowiedzi, a w ostatniej ławce siedzi Paulo i puszcza pornosa. Ja próbuje przypomnieć sobie o tym, z którymi przypadkami łączy się przedrostek "in" i tłumaczę zdanie "Chodzę do szkoły", a z tyłu słychać jęki i okrzyki "ah, ah!". Brak słów. Albo matma, na której Paulo i Paweł nadmuchali kondoma i bawili się nim pod ławką. Nie, ja tego już nie skomentuję.