W końcu ten weekend. Już się nie mogłam doczekać. Jutro śpię do 14, muszę odespać cały ten tydzień. W ogóle nie mam na nic czasu. Rano idę do szkoły, o 15 jestem w domu, odrabiam szybko lekcje i jestem tak zmęczona, że nawet kawa nie pomoże. Eh...
Praktycznie teraz zaczęła się taka nauka na poważnie. We wtorek mieliśmy testy z matematyki, z tego co było w gimnazjum. Jedno słowo - masakra. Tego samego dnia była też klasówka z fizyki, ale to tylko dlatego, że Paweł i Paulo siedzieli z tyłu i bez przerwy krzyczeli "Powtorzoj za mnoj!" i "Szto?". W ogóle, to mnie na tej lekcji nie powinno być! Miałam być na chórze, bo był występ ale pani mnie nie wzięła bo mogło pójść tylko 20 osób a ja rzekomo miałam za duży dekolt. Tss... to ta baba chyba w ogóle nie widziała w jakich ja przeważnie bluzkach chodzę. Nie no, ale serio, mój dekolt to miał ze trzy cm. Ludzie, bez przesady.
Chociaż na łacinie było fajnie. Facet cały czas pytał, ja go nie słuchałam, a jak zapytał mnie to było "yyyyyyy?" A gdy chyba Łukasz miał po łacinie odmienić czasownik "chwalić" przez osoby, wyrwał się Paulo i powiedział coś w rodzaju: "Walić? Ja walę, ty walisz, on wali..." na co facet "Paulo, jak ja ciebie zaraz walne, to się w końcu zamkniesz". W ogóle ten facet... fajny jest. Tak mi przypomina byłego psora od chemii, że aż normalnie go lubię! xP Ten głos, ironia i teksty dla siebie typowe. Nasza klasa jest podzielona na grupy i gdy jedna ma francuski, druga ma łacinę. Gdy wyszłam i otoczyły mnie osoby z tej drugiej grupy i zaczęłam im mówić, co robiliśmy, on pojawił się za nami znikąd i powiedział: "No ostro pytałem! Tu koleżanka coś umiała, ale czasami to jakaś nieprzytomna była". No coment. xD A dzisiaj to mnie cham pytał! Matko, nic nie umiałam, wszystko zgadywałam i cały czas patrzyłam do zeszytu. I dostałam 4 ;P Ego amo latina :P
Na angielskim mnie i Ale pan mało co nie wyrzucił za drzwi. Pewnie by to zrobił, gdyby nie to, że są remonty i mieliśmy lekcje na korytarzu. Wcześniej na przerwie śmiałyśmy się z Łukasza, który zawsze jest wyprostowany, głowę przechyla w prawą stronę, nigdy się nie uśmiecha i jak coś ma powiedzieć to ma taki cichy niski głos. W każdym razie nie z niego, ale z tego, że zawsze zaczynał zdanie od "Yy". I na angielskim jak mnie facet o coś zapytał ja zaczęłam "Yyy" na co Ala parsknęła śmiechem, a ja nie mogłam odpowiedzieć, bo też zaczęłam się śmiać i tak do końca lekcji.
Mam lacinę do odrobienia więc spadam:P