Koniec szkoły, koniec trzeciej klasy, koniec gimnazjum... a najgorsze, że to wszystko jakoś... mnie nie cieszy. Przez 9 lat chodziłam z tym samym składem do klasy, a za dwa miesiące, w liceum całkiem nieznane mi osoby. Tylko jedna dziewczyna idzie razem ze mną do klasy eksperymentalnej (mat.-fiz.-inf.). Moje najlepsze kumpele idą do całkiem innych szkół. I czy gdzieś tu jest powód do radości? Taaa...
Jutro oficjalnie koniec roku szkolnego. W sumie nie jest źle. Mam średnią 5.4 (miałabym większą, ale głupia krowa od polskiego nie chciała mi postawić 6, którą mi obiecała!), z testów - human 44 pkt, p. ścisłe 34 pkt, i angielski 42 pkt. Zważając na to, że miałam 39 stopni gorączki gdy je pisałam [testy] to wyniki nie są najgorsze. W środę tydzień temu mieliśmy bal. Było całkiem fajnie. Właściwie bardzo fajnie. W czwartek była rada, piątek, poniedziałek no i dziś - brak zajęć. Toteż od tamtego czasu w ogóle do szkoły nie poszłam.
Muszę sobie znaleźć pracę. Koniecznie. W lipcu kończę 16 lat, ale to chyba nie przeszkadza, bo do tego czasu zostało ok 3 tygodni. Dzwoniłam do kilku miejsc, ale wszędzie albo nieaktualnie, albo nabór już zakończony.
W piątek jadę na jagody. Ciekawe czy już są? Rok temu już były. Ostatnio padało, więc może już coś wyrosło.
W sumie nie mam większych planów na lato.